13 listopada 2025

Tysiące ludzi, którzy tego wieczoru przybyli do Hali Stulecia, wiedziało, że czeka ich coś wyjątkowego – ale chyba nikt nie spodziewał się aż takiej eksplozji emocji i energii! HAUSER – chorwacki wiolonczelista – po raz kolejny udowodnił, że muzyka nie zna granic, jeśli tylko robi się to, co się kocha. A on, jak nikt inny, gra na wiolonczeli z duszą i w pełni otwartym sercem.

HAUSER pojawił się na scenie ubrany w białą koszulę i elegancką marynarkę, a już od pierwszych dźwięków utworu „Now We Are Free” rozkochał w sobie publiczność. Mistrz wiolonczeli oczarował fanów i sprawił, że w Hali Stulecia zapadła niemal sakralna cisza. Jednak tylko na chwilę – bo gdy wybrzmiał ostatni dźwięk pierwszego utworu, salę wypełniły gromkie brawa.

Część klasyczno-romantyczna koncertu była niczym czysta poezja. Ludzie wstrzymali oddech i rozpoczęła się muzyczna podróż z HAUSEREM, o jakiej długo trudno będzie zapomnieć. Klasyczne „Adagio” zabrzmiało z głębią i gracją, a wszystkim znane „Caruso”, choć w skróconej wersji, poruszyło serca całej wrocławskiej publiczności. Następnie przyszła kolej na „Swan Lake”, w którym HAUSEROWI towarzyszyła utalentowana tancerka Angelica Gismondo, wykonując mistrzowskie sekwencje kroków z „Jeziora Łabędziego”.

Wzruszeń nie zabrakło również przy „My Heart Will Go On”, kiedy na scenie pojawiła się amerykańska skrzypaczka Caroline Campbell. W duecie z HAUSEREM stworzyła wyjątkowo romantyczny moment.

Potem nadszedł czas na filmowe hity: „Game of Thrones” i „Pirates of the Caribbean” i właśnie wtedy emocje sięgnęły zenitu! Publiczność oszalała z zachwytu, a HAUSER – jak zawsze pełen luzu – bawił się muzyką, rozgrzewając widownię do czerwoności.

Wrażeniom nie było końca. Po muzyce filmowej wiolonczelista, z typowym dla siebie urokiem, zaprosił na scenę Caroline Campbell, która dała popis swoich umiejętności. Jej skrzypcowy medley okazał się strzałem w dziesiątkę – był pełen energii i świeżości, co spotkało się z ogromnym aplauzem i docenieniem kunsztu skrzypaczki. Odegrany przez Amerykankę miks utworów był jednocześnie zakończeniem części klasycznej koncertu.

Druga część wieczoru rozpoczęła się przy dźwiękach „Let’s Get Loud”: energetyczne solo perkusyjne w wykonaniu Dušana – utalentowanego perkusisty – oraz Lazaro Zumety, latynoskiego bębniarza i wokalisty, porwało publiczność do tańca. Jednak największym zaskoczeniem okazał się utwór „Sway” – bo właśnie wtedy, mogliśmy usłyszeć HAUSERA… śpiewającego! Co prawda tylko przez kilka wersów – ale głębia i siła jego niskiego głosu zachwyciły wszystkich obecnych w Hali Stulecia.

Na koncercie nie mogło zabraknąć także hitu „Despacito”, który zawsze okazuje się przebojem. Lazaro Zumeta wyśpiewał pierwsze wersy, a HAUSER wbiegł w tłum, gdzie natychmiast otoczyły go rozentuzjazmowane fanki. Latynoski rytm porwał wszystkich bez wyjątku! To był prawdziwy szał!

Później nastąpiła totalna eksplozja energii przy „Conga”, „Volare/Bamboleo”, a następnie rozebrzmiała prawdziwa rockowa petarda: „Highway to Hell” i „Livin’ on a Prayer”. Wiolonczela wprost zamieniła się w gitarę elektryczną: HAUSER biegał po scenie, publiczność szalała jak na rockowym koncercie, a tańcom i śpiewom nie było końca.

Na finał zabrzmiało „Bella Ciao”, które porwało całą halę do wspólnego śpiewu oraz wzruszające „Hallelujah”, zamykające wieczór w blasku światełek i z nutką melancholii. Po ostatnich dźwiękach nikt nie chciał opuszczać sali, a owacje na stojąco trwały długo, czemu trudno się dziwić…

Ten koncert był niezwykłym wieczorem, który rozpoczął się klasycznie, a zakończył ognistą rozrywką. HAUSER po raz kolejny udowodnił, że muzyka nie zna granic, a jej piękno tkwi w emocjach, interpretacji i odwadze do łamania schematów, których on sam jest mistrzem.

Wrocławska publiczność wyszła z Hali Stulecia oczarowana, roztańczona i z poczuciem, że była świadkiem naprawdę wyjątkowego wydarzenia. Bo HAUSER – nie tylko gra na wiolonczeli – on uwodzi, elektryzuje i interpretuje utwory tak, jak nikt nigdy wcześniej, a jego show był tego najpiękniejszym dowodem.

Organizatorem koncertu HAUSERA była agencja Prestige MJM.

GALERIA